Stary Johann, całkowicie ujarzmiony przez czarnego wnuka, stwierdził pewnego ranka, że dziecko ma za mało przestrzeni do życia na ziemi. Zbił więc mozolnie i solidnie drabiny i poprzystawiał je dokoła domu, żeby z każdego miejsca ukochany wnuk mógł się wdrapać na płaski dach, odkrywając nowe przestrzenie i horyzonty.
Z czasem na dachu wyrósł system siatek gołębniko-wych, mały piszczał ze szczęścia, Beata zawodziła z niewiadomej udręki, a Helusia urągała, że dziurami w suficie wpadają do mieszkania jaja nocnych ptaków, koczujących na strychu.
— To kara boża za nieposłuszeństwo matce! — skon-kludowała zrzędliwie, obserwując życie rodzinnego domu. — Nikt tu nie ma klepek w komplecie!
Raz udało się Helusi złapać męża za nogawkę spodni, gdy schodził z drabiny i miał zamiar postawić nogę na pierwszym szczeblu.